...bo dorosłość zaczyna się od zmian...
Mam na imię, miło mi. Skoro życie jest wielkim tortem - mam zamiar zjeść kilka z jego kawałków.
RSS
środa, 21 grudnia 2011
My, kobiety wychowane na bajkach Disneya...

Filmy produkcji Walt Disney Pictures sprawiły, że kobiety mojego pokolenia mają wewnętrzne, psychologiczne skrzywienie. Wydaje nam się, że kształcimy się i dorastamy w Wielkim Oczekiwaniu. Na co? Na rycerza na białym koniu, który przyjedzie, by być szarmanckim gentlemanem w lśniącej zbroi i przychylić nam gwiazdkę z nieba. Każda z nas chce być księżniczką. Śpiącą Królewną, Kopciuszkiem czy mistyczną Pocahontas. Późniejsze produkcje filmowe, nie nadzorowane już przez WDP, podsycają tylko nasze oczekiwanie. Chcemy nagle wpaść na mężczyznę, który zakocha się w nas od pierwszego wejrzenia, który pierwszy zadzwoni, zaprosi na randkę, obsypie kwiatami, prezentami i miłością nie z tego świata. A przede wszystkim będzie nas kochał i rozświetlał niebo fajerwerkami, które ułożą się w romantyczny slogan przeznaczony tylko dla nas.

Ale z rzadka pojawiają się Mężczyźni, potomkowie martwych już niestety do szczętu dinozaurów, którzy potrafią zadziwić. Doświadczyłam tego dzisiaj. B. zaproponował, że mnie odwiezie albo odprowadzi. Chciałam tego niebotycznie, pragnęłam, by tak właśnie zrobił. Lecz z drugiej strony wiedziałam doskonale, że jest okrutnie zmęczony przez kilka ostatnich zupełnie nieprzespanych nocy. Więc z troską ujęłam Jego twarz w dłonie i nie mogąc się od Niego odkleić żegnałam się z Nim, by dotarł jak najszybciej do domu i złożył zmęczone skronie na poduszce. Bardzo chciał "dostarczyć" mnie bezpiecznie pod dom. Lecz ja, mimo tego, podziękowałam i rozstaliśmy się tego wieczora dość szybko. Kilka minut później rozmawialiśmy przez telefon. Przeprosiłam Go, że nie spędziliśmy jeszcze chwili razem, że nie pozwoliłam się odwieźć, lecz wytłumaczyłam, że naprawdę chciałabym, by odpoczął. Usłyszałam w słuchawce coś, co sprawiło, że serce zabiło mi szybciej: - Zupełnie nie masz się czym martwić. Widziałem w Twoich oczach szczerą troskę. I wiem, że czekałaś, aż złapię Cię za rękę i nie zgodzę się na to, żebyś szła do domu sama. Lecz wiedziałem, że nic bym tym nie zdziałał, bo ze smutkiem żegnałaś się ze mną, bym mógł wypocząć.

Ryjek uśmiecha mi się na wspomnienie tej rozmowy. Dinozaur. Piękny ten przedświąteczny czas...

00:29, czas_zmian
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 20 grudnia 2011
Zupełnie niestandardowo...

Poznałam kogoś interesującego. Nawet bardzo. Wielką Enigmę. Pełną pasji, uroku, ciepła, radości. Niesamowicie stylową Enigmę, która zaskakuje mnie z dnia na dzień. Enigmę, która ma najdelikatniejszą skórę, jaką kiedykolwiek u kogokolwiek czułam. Enigmę, która sprawia, że uśmiecham się tak, jak dawno się nie uśmiechałam. I rumienię się tak, jak dawno się nie rumieniłam...

23:14, czas_zmian
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 11 grudnia 2011
Niedzielnie.

W nocy łysy przebijający się przez dziurę w chmurach wypaloną czyimś papierosem nie pozwolił mi spać. Rano nie pozwolił mi spać przepiękny wschód słońca. A potem - słońce, które waliło mi w okno z całych sił. Skoro już nie śpię - pomyślałam - miło byłoby wykorzystać tę niedzielę seksualnie. Ale po raz kolejny mój mężczyzna miał inne plany. W końcu włączenie serialu jest tak pasjonujące! Znowu zostałam sam na sam ze swoją chcicą. Olbrzymią chcicą.

Standardowa niedziela.

11:44, czas_zmian
Link Dodaj komentarz »
piątek, 09 grudnia 2011
"Erotyk dla następcy" Bohdan Urbankowski

I


Przeprowadź ją przez pokój
niby ścieżką wśród lasu
na stole
zapal różę
dobrą jak nocna lampka
Potem
rozbieraj ją delikatnie
z obronnych gorsetów
z zaciśnięcia rąk
drżenia ramion ...
Otul szeptem.
A jeśli kiedyś
wybiegnie nagle z pokoju
biegnij za nią
nie pozwól
ukryj jej twarz
w swych wielkich rękach
mów słowa
dużo słów
te wszystkie
których ja zapomniałem
których się wstydziłem
Proszę cię
ty
którego nienawidzę
który przyjdziesz po mnie
by z jej drobnych piersi
zdrapać ślady mych rąk
rozchylić jej kolana
proszę cię
bądź dla niej dobry

II

Nie wiesz
że będziesz kochał mnie
że powie ci słowa
wypróbowane ze mną
że w jej włosach
poczujesz mój oddech
na jej brzuchu
napotkasz nocą
moje ręce
I jeśli czasem
wciągając cię w siebie
aż do zachłyśnięcia
pomyli nasz imiona -
nie myśl o mnie z nienawiścią
to ja
uczyłem ją jak dziecko
nie wstydzić się krzyku imion nagich ciał
to ja
czasem jeszcze mówię do ciebie
wtedy
myślałem
że mówię tylko do niej

III

Twój cień w jej oczach
to mój cień
jej głos pełen niepokoju
to mój głos
gdy ona cofa się z lękiem
ja powracam
pamiętaj
na każde twoje słowo
zbyt ostre
na każdy gest
nie dość szczery
ja powracam
pamiętaj
I jeśli kiedyś sama
zapłacze nocą
nie wchodź do jej pokoju
już ja
będę przy niej



***

kolejna rocznica coraz bliżej...

12:47, czas_zmian
Link Dodaj komentarz »
Zabardzochciejstwo

Zabardzochcę. I co gorsza, jak już pisałam - wychodzi mi to chciejstwo. Bynajmniej bokiem.


Leżymy w łóżku. Nie. Robert leży. Ja siedzę. Dwa laptopy. Robert śpi. Moje perfumy mieszają się z perfumami Kocura. Kolejny Kocur w moim życiu.

Bardzo przypomina mi Mirka. To trochę niebezpieczne. Boję się, że znowu utonę. I nie znajdę już drogi na powierzchnię.

Karolina jest w ciąży. Łukasz nie potrafił nawet zadzwonić czy spotkać się ze mną. Znajomość zakończyła się na kilku smsach. Z uśmiechem i wspomnieniem miłych chwil odpuściłam. Nie miałam z czym walczyć. Z resztą - nawet nie chciałam.

FG się rozgręca, nowe zadania, nowe wyzwania, wielkie plany. Co z realizacją? Zobaczymy. Trzeba dzwonić, mailować, znaleźć porządnych sponsorów i logiczne dojścia do B.

W pracy - jak zwykle. Szaleństwo na najwyższych obrotach. Problemy z girą wcale mi tego nie ułatwiają.

W tym całym młynie przestałam zauważać, a co dopiero doceniać, piękno, które mnie otacza, przepływa obok mnie. Wsiadam do samochodu. Wysiadam. Nie wiem, jak tu dotarłam. Nie pamiętam świateł, skrzyżowań, ulic, którymi jechałam. Rozmawiam z kimś. Robię zdjęcia. Samochód. Redakcja. Tekst. Internet. Telefon. Wychodzę. Rozmowa. Zdjęcia. Redakcja. Tekst. Telefon. Telefon. I tak cały dzień. Nierutynowa rutyna. Ciągle na najwyższych obrotach. Styczniowe wakacje powinny być dla mnie zbawieniem. O ile dojdą do skutku, bo nie wiem, czy nie będę musiała być na miejscu. Z kilku względów.

Już grudzień, więc jednoznacznie stwierdzam: nie wypoczęłam w tym roku. Ni cholery. I już nie wypocznę.

00:05, czas_zmian
Link Dodaj komentarz »
sobota, 01 października 2011
Smród, brud i ubóstwo.

Podupadłam na duszy po wczorajszej nocy. Stan, w jakim Robert pojawił się w domu, przyprawił mnie o apopleksję. Uciekłam. Noc spędziłam u T.

Nienawidzę oglądać ludzi w takim stanie, spędzać z nimi czasu, patrzeć, jak się kurczą sami przed sobą. Jak zapijają swoje własne problemy naiwnie sądząc, że to w czymkolwiek pomoże, że przyniesie jakieś czarodziejskie rozwiązanie.

Jestem jedną nogą przed wyprowadzką. Nie potrafię tak żyć. Powielać schematów z mojego rodzinnego domu.

14:28, czas_zmian
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 29 września 2011
Znowu minęło trochę czasu, kolejny sylwester niemal za pasem...

http://www.youtube.com/watch?v=NAc83CF8Ejk&ob=av2n

Pomyślałam sobie, że czas odpuścić... Czas pozwolić odpłynąć temu, co już od dawna nie jest w zasięgu moich rąk. Nie miałam siły walczyć, nie miałam ku temu oręża, nikt nie dał mi do tego prawa. Zatem odpuszczam, z kilkoma łzami w zanadrzu, rozluźniam dłonie i nie przygryzam warg.

Życie toczy się dalej. Za miesiąc 1 rocznica z R., co mnie cieszy... Choć z drugiej strony też poniekąd smuci. Czuję się nieco zagubiona, z oklapłymi nieco uszami, bez szaleństwa, bez iskry... Może tak powinno być?...

Sęk w tym, że szukam tego, czego mi brak. A co gorsza - znajduję. Szczerze powiedziawszy mam do siebie o to żal, bo oznacza to, że nie potrafię emocji utrzymać na wodzy, być może nie potrafię o uczucia dbać, pielęgnować i plewić jak przydomowego ogródka. Ale taka już jestem... Potrzebuję zrywów, potrzebuję adrenaliny, żywiołu, ognia... Przecież to cała ja...

19:11, czas_zmian
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 grudnia 2010
Trochę czasu minęło...

...a że nadchodzi okres sylwestrowo-noworoczny, który tradycyjnie nakazuje poprawę (że niby nowy rok to taki przełomowy okres, w którym wg psychologów wszystko można zacząć pięknie od nowa), to Asiol postanowiła wskrzesić bloga. Teraz tylko o tym pisze, ale generalnie zrobi to na dniach. Tylko się wyrwę z tej warto-jest-pomagaciowej machiny, w którą się wplątałam. Oby do niedzieli...

00:48, czas_zmian
Link Komentarze (1) »
piątek, 03 września 2010
Powakacyjnie.

Trochę w te wakacje pozwiedzałam, skóra nabrała brązowego odcienia i aż zmiękła z zadowolenia. Serce pojemne jak przedwojenna wanna i pragnienie by ją wypełnić - pożyczając jakże znamienite słowa od Kaśki N. Poza tym? Trochę przeczytanych książek, dwie zgubione, trzy uwolnione podczas "dnia bookcrossingu". Jedna przeprowadzka, by już za chwilę dokoptować do tego drugą. Trochę niczym nie skrępowanego seksu, jeden początek romansu, jedno wrócenie do odgrzewanych kotletów by poczuć się potrzebną i docenioną. Co dalej? Dalej jest tylko pustka. Dalej jest szereg szpilek, wiszących na wieszakach spódnic, garsonek, koszul. Dalej pozostało mi tylko kilka pudełek rajstop w szufladzie i potrzeba wyjazdu do W. po resztę zimowych rzeczy, bo zimno nie pozwala już o poranku otworzyć okna i wczuwać się w zapach resztek lata w samych gaciach. Dalej jest nienapisana wciąż praca, która pozostaje wciąż nieobronioną, dalej są studia, wciąż jeszcze nie skończone, dalej są kolejne studia, tym razem jeszcze nie zaczęte...

 

Chętnie poznam mężczyznę, który fotografuje i dobrze mu to wychodzi. Takiego, przy którym nie będę się krępować. Takiego, który bezwiednie sięgnie po aparat w najodpowiedniejszym momencie.

 

Marcin wraca w przyszłym tygodniu z Ukrainy - wypadałoby się spotkać i obgadać kilka spraw zawodowych. Poza tym na ten weekend imprezuję, bo winobranie się zaczyna, więc mózg pozostawiam w domu. Na przyszły weekend natomiast przyjeżdża Kocur wrocławski, więc też może być sympatycznie. Mati mąci wodę, a ja się nim bawię. Ot taka jestem okrutna i paskuderska.

Poza tym wróciłam po niemal 2-miesięcznej przerwie do radia, więc też jest gucio. Rozglądam się za punktem zaczepienia, ale tego wciąż beznamiętnie brak. A szkoda.

11:36, czas_zmian
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 04 lipca 2010
Pociągowe wynurzenia w drodze do Wro.

Ten pisk. Ten cholerny pisk! Czy to zawsze musi tak trzeszczeć, sapać, prychać na cały świat? Co ja takiego tym automatycznym drzwiom pociągowym zrobiłam, że tak na mnie warczą? Jak jakiś wściekły dzik, który szarżuje po lesie w poszukiwaniu zwierzyny. A mówią, że Polska to cywilizowany kraj. A tu taka łachudra w samym środku miasta, w Polskich Kolejach Państwowych! Chociaż teraz ręki nie dam sobie obciąć za to, że to to szurające i pocące się jak mysz, któym siędo stolicy Dolnego Śląska wlec będę jeszcze 3 godziny i 1 kwadrans, należy do PKP właśnie. Ale to nie moja broszka. Niech się martwią ci, którym się pociąg wykolei i trzeba będzie odszkodowanie wypłacić. Wtedy dopiero ktoś się zastanowi nad dzieleniem tego całego bajzlu na małe kawałki.

 

W każdym razie zatrzasnęły się za mną te automatyczne drzwi z zacięgością wnyków i zgrzytem zębów wilkołaczych i wchłonęły mnie do swojego rozgrzanego brzucha. Wessały jak niepodzielnie panujący tego lata krwiopijcy zwani komarami.



3 godziny i 10 minut. Boże mój! W takim tempie to ja się tu uprażę jak frytka w piekarniku!

 

Przez swoje wieczne odkładanie wszystkiego na ostatnią chwilę wpadłam na peron tuż przed odjazdem pociągu. I oczywiście nie zdążyłam kupić niczego do picia, biletu też nie kupiłam. (Jest na takie zachowanie jakieś mądre, medyczno-psychologiczne określenie. Prokrastynacja? Nie pamiętam. Tak mi się kojarzy.) Pięknie - myślę sobie - znowu zapłacę więcej niż powinnam, bo konduktor za wystawienie biletu ze stacji, na której istnieje kasa, pobiera dodatkową opłatę. I przychodzi ten dusigrosz do mnie i zaczyna drukować mi bilet. Sięgam do portfela i czekam na pieniężny wyrok jak przestępca. - Jakby co, to jedzie pani ze Starego Kisielina - mówi nagle staruszek w niebieskim uniformie i puszcza do mnie oko. Uśmiecham się od ucha do ucha. A jednak istnieją na świecie normalni ludzie!

 

Słuchawki na uszy, okno w dół i jedziemy dalej. Lou Reed śpiewa mi prosto w serce o idealnym dniu. A ja, bawiąc się kosmykiem włosów, spoglądam za okno i sięgam pamięcią do Łukasza. Czemu akurat On mi się przez zwoje mózgowe przewinął? Nie mam pojęcia. Może kiedyś tańczyliśmy przy tej piosence, może piliśmy poziomkowe (swoją drogą - znakomite) wino Romantico. To są miłe wspomnienia, choć budzą we mnie żal. Zaniedbałam ten związek. A mogłoby się naprawdę pięknie skończyć. A może raczej rozpocząć?

 

Droga dłuży się nieprzeciętnie. A ja, spoglądając za okno, mam gonitwę myśli. Jak zwykle w pociągu. Przypomina mi siię czas, gdy byłam Amelią, Marlą, Małgorzatą, Tygrysem (tym ostatnim nawet dwukrotnie, ale w zupełnie innym kontekście). Piękne czasy. Wszystkie te twarze, te odmiany mnie samej, nadal we mnie żyją, ale jakby w ukryciu, przyczajone, zlęknione. Kim jestem teraz? Co to za etap? Teraz jestem, proszę pana, na zakręcie...

 

A propos pięknego czasu. Przypomniało mi się, jak w październiku ubiegłego roku chciałam zrobić Mirkowi niespodziankę i przyjechałam po Niego do Wrocławia. Pamiętacie? :) Widziałam wtedy bezkresną radość w Jego oczach. Tak zaczął się nasz ostatni wspólny weekend... Ileż emocji, ileż ciepła, radości, miłości przez ten czas otrzymałam i ofiarowałam... Najpiękniejszy, najbardziej spontaniczny i świadomy miesiąc mojego życia...

13:39, czas_zmian
Link Komentarze (1) »
Kocur...

Poznałam kogoś ciekawego. Kogoś, kto wnosi zupełnie nową jakość życia w moją codzienność. Jest miło, jest ciepło, jest serdecznie. Co będzie dalej? Nie mam pojęcia.

 

W piątek spotkaliśmy się z Kocurem we Wrocławiu. Jak można streścić to spotkanie? Hmm... Upał, "kowbojski" pociąg po 24 godzinach bez snu, kupa ptaka lądująca na moim łokciu, mężczyźni patrzący w mój biust, o których Kocur jest zazdrosny :), kłódki na Moście Tumskim i jedna z napisem "Kot i kicia", piwo przy papieżu i wizyta patrolu policji (skończyło się na upomnieniu). Wspólne czytanie dramatów Witkacego, spotkanie Tomka, Marzeny, Eli i chyba kogoś jeszcze, ale już niestety nie pamiętam kogo. Pogoń za Mogenem Davidem, picie go na Słodowej w towarzystwie niestrudzonych bębniarzy, istna plaga komarów, panna sikająca niecałe 10 metrów od nas, wspinaczka po placu zabaw dla dzieci, niezwykle przyjemny masaż stóp, kapitan statku chyłkiem przemykający obok nas dwukrotnie, jakiś wybitnie nabuzowany procentowo student wchodzący w skarpetkach i bokserkach (nie, wchodzący to za dużo powiedziane. Starający się wejść :D) na górę Szermierza (by po chwili stwierdzić, że nie da rady, bo jest za dużo ludzi i taka publika go peszy:P).

 

Pewnie pojawił się jeszcze ktoś interesujący, jakieś interesujące zdarzenie przemknęło tuż obok nas... Wycieczka była wspaniała. I za to Kocurowi niechaj będzie chwała :))

13:12, czas_zmian
Link Dodaj komentarz »
piątek, 18 czerwca 2010
2,5 miesiąca przerwy. Tego jeszcze nie było.

W międzyczasie wiele złego. Wiele złego, które powraca.

 

Big Man Tryton, czyli Michał Krauze - odszedł 12 kwietnia.  Jutro (dzisiaj właściwie) w Kawonie - koncert ku Jego pamięci. Pewnie zaleję się ze smutku w trupa i ktoś dotaszczy mnie rano do domu, a Pixel będzie darł ryja jak debil i pobudzi wszystkich w domu.

 

Poza tym jest dół. Wielki dół. Wielki jak dupa włochatego renifera. Jak brzuch walenia. Jak uszy słonia. Ogromny. I - jak się wydaje - permanentny.

 

Łóżko rozgrzewa się pod ogniem przygodnego seksu, lecz po chwili stygnie i staje się lodowatą, bezludną wyspą, na którą z braku pomysłu na życie wskakuję.

Studia leżą, sesja zimowa nadal nie zaliczona, wizyta u dziekana - nie odbyta. Magisterka - leży, nie napisana. Badania po biopsji mięśnia sercowego i koronografii - leżą, nie poszłam do lekarza. Życie towarzyskie - leży. Życie emocjonalne - leży. A ja się głupia nadal uśmiecham na zewnątrz, ubieram coraz to grubszy pancerz i udaję, że jest ok. Maski są zajebiste, bardzo w tym pomagają. A pod nimi ryczę jak idiotka, bo brak mi kogoś, kto jednym spojrzeniem przeniknie te wszystkie warstwy i zobaczy mnie taką, jaką mnie pan Bóg stworzył, zalaną łzami istnienia.

 

Przeżywam cierpko dzień za dniem. Wpadłam w rutynę życia, w której wszystko jest rozpierdolone. Porozrzucane po kątach. A ja siedzę jak kretynka, jakby mi ktoś wszystkie kończyny amputował łącznie z sercem. I nie potrafię, kurwa!, nie potrafię o tym mówić i zwierzać się każdemu po kolei, więc się jak głupia kurwa chowam pod tymi wszystkimi sukieneczkami, tapetami, maskami, zbrojami i innymi woalkami kurwa jego pierdolona mać.

Przepraszam. Przepraszam za to, że żyję, że marnuję komuś ten kawałek podłogi. Bo może ktoś akurat teraz chce założyć bloga o takim właśnie tytule, a tu - zonk - jakaś kretynka już wykorzystała ten adres. "Głupia suka!" - pomyśli ten ktoś, by za chwilę dodać: "Pewnie pisze tam o swoich podbojach miłosnych, emo-problemach, o tym, jak się tnie co dzień, by następnego dnia uśmiechnąć się do znajomych".

No tak. Emo martynka ze mnie jak huj.

02:00, czas_zmian
Link Komentarze (1) »
sobota, 03 kwietnia 2010
Święta.

Wiedziałam, że święta z tą bandą idiotów będą wyglądały dokładnie tak samo, jak każdy inny dzień. Jestem wkurwiona już po pierwszym śniadaniu w tym jebanym ośrodku. Jak się wkurwię - wezmę kanapki, plecak, buty, mapę i pójdę przed siebie. Pierdolić wszystko inne. Pierdolić święta, w które nie wierzę. Paschę i tak obchodzę w sercu, bo najbliższą czynną synagogę mam bodaj w Poznaniu.

 

W dupie mam małe miasteczka. W szerokim rozumieniu. Grrrrrr.... Brzuch mnie z tych nerwów boli.

10:47, czas_zmian
Link Dodaj komentarz »
piątek, 19 marca 2010
;( nie mam sił! Nie mam sił!!!

Znowu wizyta w Zgorzelcu... Znowu matka na mnie wsiada... Znowu drze ryja, znowu ma pretensje nie wiadomo o co... ;( Nie wytrzymuję... Ile można znosić utyskiwania, żale, krzyki, wyzwiska?! Usłyszałam dzisiaj, że jak za tydzień przyjadę, to mogę wynając sobie hotel, bo ona zmienia zamki w domu i mnie nie wpuści. Co ja zrobię? :( Kto mnie przenocuje 25 marca?... Tak na 5 godzin.... od 23-24 do 5 rano... Potem znikam na autobus do Zielonej...

00:34, czas_zmian
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 25 lutego 2010
Że ne komprom pa.

"Nie znam cię już. Jesteś dla mnie nikim. Zdradziłaś mnie. Piękne świadectwo mi wystawiłaś przed obcymi ludźmi. Boże, na kogo ja cię wychowałam. Jesteś zerem. Nie jesteś już moją córką. Jak mogłaś mi to zrobić. Jesteś dla mnie ostatnim gnojem. Jakim prawem to zrobiłaś. Jesteś dla mnie największym gnojem. Jak już się wyprowadzisz - nie chcę cię potem więcej widzieć".

Oto litatnia mojej matki, którą od dwóch godzin powtarza niezmiennie.

Dlaczego?

Bo gdy dwa tygodnie temu temperatura w mieszkaniu sięgnęła zenitu, gdy podjęłam decyzję o powrocie do zielonej, a ona powiedziała mi, że nie będę dostawać od niej ani grosza na życie - napisałam na naszej klasie wiadomość ojcu, w której proszę, żeby od tego miesiąca wysyłał alimenty na moje konto, a nie na jej.

Że ne komprom pa, jakby to powiedzieli francuzi.

 

A ta chodzi jak opętana i ryczy po kątach pijąc trzecie wino tego wieczoru.

00:08, czas_zmian
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 21 lutego 2010
:) Mam mieszkanko w ZG :)

Na Węgierskiej, dzięki Robertowi, pokój w mieszkanku studenckim :) Bombowo. Cena też przegenialna. Lepiej być nie mogło! :)

 

Od 1 marca - Zielona Góro - NADCHODZĘ! :)

22:13, czas_zmian
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 15 lutego 2010
Pamięć.

Przypomniałam sobie dzisiaj pisząc magisterkę. Bo wypisałam sobie ten cytat z książki. I oszalałam na jego punkcie od pierwszego wejrzenia. Potem oszalał Mirański. A teraz? A teraz nie mam bladego pojęcia co dzieje się i z manufakturowo spreparowanym listem i ze zdjęciem. Ale mam tekst, który przypomina mi o wciąż żywym październiku.

 

To wszystko, czego chcę dla Ciebie, dla nas: prosty pokój i jedna żarówka zwisająca z sufitu na długim kablu. Z rodzaju tych, jakie widuje się w t anich mieszkaniach lub hotelikach, o których zapomina się natychmiast po wprowadzeniu. W nocy smętne, skąpe światło nie dociera do odległych zakamarków. Zawisa nad pokojem pełnym cieni. Obojętne.

Zresztą, my i tak nie zwracamy na nie uwagi. Pokój jest jasny i czysty za dnia. Być może okno wychodzi na ciekawy krajobraz. To właśnie pokój, którego chcę - z łóżkiem szerokim na tyle, żebyśmy wygodnie się w nim zmieścili, czując na twarzach nasze oddechy.

Masz rumianą skórę. Kiedy przesuwam palcem od krańca twojej brody wzdłuż szyi aż po ramię, uśmiechasz się i drżysz. Jakże możesz drżeć, skoro tutaj jest tak ciepło?

Chcę tego pokoju. Chcę tego pokoju wraz z Tobą, leżącą nago obok mnie. Nie wiem, gdzie jesteśmy. Nad morzem czy w centrum miasta, gdzie wpadający przez okno hałas jest tak samo energiczny jak my.

Popołudnie należy do nas. A także wieczór i noc. O tej porze będziemy już znużeni, a mimo to pójdziemy zjeść obfity posiłek. Będziesz miała cudownie podrażnione, rozognione ciało. W drodze do restauracji będziesz się uśmiechała. Spojrzę na Ciebie i zapytam, czy coś się stało. Zaprzeczysz i uściśniesz mi łokieć. Ten czas wyjścia w świat będzie nam potrzebny, żeby przypomnieć sobie, że istnieje coś jeszcze oprócz nas, tego pokoju, naszych ciał.

W gwarnej restauracji będziemy rozmawiać cicho. Głosy i twarze wygładzone przez godziny spędzone w łóżku. Każdy, kto nas zauważy, zorientuje się, że dopiero co skończyliśmy się pierdolić. To takie oczywiste.

Później, z powrotem w pokoju, kiedy niczego nie trzeba, będę chciał zdrzemnąć się parę godzin, a potem,  gdy się obudzę, będziesz leżała przy moim boku. Może pogłaszczę Cię po głowie. A może tylko dotknę Twojego nadgarstka, by wyczuć uśpione, tajemnicze tętno. Reszta może zaczekać. Nazajutrz będzie dosyć czasu.

Zatrzymaj ten obrazek. Postaw go na stole, biurku, wszędzie tam, gdzie jesteś. Jeśli ktoś Cię o niego zapyta, odpowiedz, że w tym miejscu byłabyś szczęśliwa. Spójrz na niego i wiedz, że czekam. Spójrz jeszcze raz.

J.C., "Zaślubiny patyków"

17:16, czas_zmian
Link Dodaj komentarz »
Powrót.

Wracam. Postanowiłam. Wracam. Bo psychicznie wysiadam.

Spokoju mi trzeba. Świętego. Zapalonego kadzidełka, świeczki, mojej ukochanej muzyki, wieczornego odpoczynku nie przy prostackich serialach, ale przy dźwiękach. Tak.

 

Koszmarnie się zmieniłam. Jak patrzę z boku, to mnąprzerażenie targa.

12:10, czas_zmian
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 14 lutego 2010
Czasem to, co najważniejsze, jest niewidoczne dla oczu...

Weekend... Jeden z najspokojniejszych ostatnimi czasy... Z...

 

Odpoczęłam w Jego ramionach... A w Jego oczach utopiłam się po raz kolejny...

18:10, czas_zmian
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 08 lutego 2010
...

Nie lubię czekać, tęsknić też
To z miłości, przecież wiesz
Nie lubię o nic prosić się
Jestem dumna, przecież wiesz

Nie lubię tez niczyją być
To takie smutne, przecież wiesz
Jeszcze nie Twoja, nie Jego już
Zawieszona czekam tu

Wstaję rano, chłodny świt
Ta bezsenność męczy mnie
Ciągle nie wiem dokąd iść
Przerażona dręczę się

I mój płacz, mój płacz
Powiedz czy to ładnie tak
Kiedy w kącie płacze ktoś
Kogo niby kochać mam?

Robię coś, cokolwiek, by
Jakoś w sobie zabić myśl,
Że ciągle nie ma Nas
Jestem ja i jesteś TY

Są noce kiedy nie chce się żyć
Są.... i nie mogę nic, nie zrobię nic
Są czarne chwile, nie każda mija
Są... gdy jestem niczyja...

Wieczorem pora upić się
Tak najłatwiej przełknąć łzy
A potem gadka z byle kim
Do znudzenia aż mnie mdli

Wracam sama chociaż ktoś
Za rękę trzyma mnie
Może nawet kochać chce
Ja udaję że już śpię

Są noce kiedy nie chce się żyć
Są.... i nie mogę nic, nie zrobię nic
Są czarne chwile, nie każda mija
Są... gdy jestem niczyja!

12:46, czas_zmian
Link Komentarze (1) »
Rozbite szkło i sznyty na nadgarstku.

Życie przeszło samo siebie.

 

Nie było mnie cały weekend. Matka miała dzisiaj (w niedzielę) urodziny. W piątek dostałam wypłatę - 600 zł, bo przez część miesiąca nie było mnie w firmie. Wiadomo - sesja, zaliczenia itp. Poszłam do szwabów, wymieniłam 150 euro, czyli de facto wszystko co miałam, i kupiłam matce na urodziny perfumy Jadore Diora. Zapach był cudny i wiedziałam, że i jej się spodoba.

 

Wróciłam do domu koło południa. Dałam jej prezent. Ucieszyła się. Wszystko było wspaniale. Flinstony przyjechały, poszliśmy na obiad do Espresso. Było bosko.

Wróciłyśmy do domu. Flinstony pojechały do Zielonej. Matka usiadła do neta. Zadzwonił do niej jej gach, Zbyszek. Przywitałam się i położyłam się spać. Zapytał matki gdzie byłam na weekend. Więc odezwałam się, że byłam na szkoleniu. Na co ten złamas odparł z drwiącym uśmiechem: aaa, no tak, dlatego teraz kładziesz się spać, bo pewnie śmierdzi od ciebie tanią wódką!

Wkurwiłam się i podnosząc głos powiedziałam: nie śmierdzi ode mnie żadną wódką, nie życzę sobie takich komentarzy. Zbyszek przeprosił, a matka powiedziała, że jestem największą chamką jaką zna.

Zatkało mnie. Zapytałam dlaczego. Zbyszek powiedział, że skoro atmosfera się zagęściła, to on się rozłącza i że zadzwoni do matki jutro. Matka wyłączyła skype'a, poszła do łazienki, wzięła perfumy i pierdolnęła nimi o ścianę, 10 cm od mojej głowy. Szkło pocharatało mi rękę. Od nadgarstka do łokcia mam sznyty. Siedzę z kawałkiem rozpierdolonej butelki w ręku i zastanawiam się, czy nie wbić jej sobie w rękę. Raz a porządnie.

Nie daję już rady... ;( Potrzebuję spokoju... własnego kąta... czasu dla siebie... Nie potrzebuję wiecznych krzyków i płaczu... Skąd ja mam tyle łez?!

00:05, czas_zmian
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 04 lutego 2010
The point.

Wiem, czemu atmosfera stała się taka dziwna w redakcji. Może i dlatego, że Jacek jest lepszy ode mnie, może dlatego, że ma szersze spojrzenie na niektóre kwestie i podświadomie od razu wie, gdzie uderzyć, żeby znaleźć jakąś informację. Ale ja w tym wszystkim czuję się dyskryminowana jako kobieta. Dwóch dupków patrzy na mnie z uśmiechem pod nosem i z pobłażaniem przyklepują moje teksty. Genialna współpraca. Genialna. Czuję się jak piąte koło u wozu. Ale kurwa wytrwam. Jeszcze im pokażę.

16:51, czas_zmian
Link Dodaj komentarz »
sick and tired.

Chora ze stresu. Już nie dająca rady.

Zmęczona domem i pracą.

 

Mam tydzień na to, żeby się do kupy pozbierać, bo inaczej stracę pracę. I dopiero wtedy matka będzie mi wypominać, że niczego do końca doprowadzić nie potrafię.

Seire, Ew ma rację. Poza tym oszczędzam, skąd pomysł, że mi to nie wychodzi? Jest jeszcze jeden powód, o którym nie wspomniałeś. Za te pieniądze nie dostałabym z moim obecnym doświadczeniem pracy w Zielonej ani nigdzie indziej. Muszę skończyć studia. Muszę się w pełni uniezależnić. Poza tym żeby po studiach dostać pracę w zawodzie muszę mieć udokumentowane co najmniej pół roku pracy w zawodzie.

Dlatego tu siedzę. Dlatego nie mogę wrócić.

11:35, czas_zmian
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 01 lutego 2010
Ratunku... Pomocy... vol. 2

Ja już nie mogę... Naprawdę nie daje rady... Łzy same cisną się do oczu... Po każdej kłótni.... Zakładam słuchawki, włączam na maksa jakąś ciężką muzykę i wpatrując się w monitor kątem oka widzę jak matka się piekli... Jak wymachuje rękoma, jak wywala wszystkie moje rzeczy z półki, jak stuka się w głowę, słyszę echo trzaskania drzwiami od szafek, rzucania moją torbą, wrzucania naczyń do zlewu... Muzyka, muzyka, muzyka... Moje jedyne ukojenie... Moja jedyna ucieczka...

 

;( ja już nie mam siły... ;( ludzie, ja tu umieram!!! ;(

22:45, czas_zmian
Link Komentarze (3) »
sobota, 30 stycznia 2010
Ratunku... Pomocy...

Nie daję rady. Psychicznie nie daję rady. Rozkład dnia:

- pobudka
- kłótnia z matką
- wyjście do pracy (najczęściej na pieszo przez pół miasta, bo matka kara mnie za moje niesubordynowane zachowanie poprzez niedawanie mi samochodu)
- stres i działanie na najwyższych obrotach od 9 do 17-18
- powrót do domu
- kłótnia z matką od drzwi
- siedzenie do późna z laptopem i kojenie zmysłów moją ukochaną muzyką chociaż przez godzinę, kiedy ona śpi i nie pierdoli mi nad uchem
- ew. wyjście gdzieś ze znajomym
- powrót do domu i kolejna kłótnia o to, że ona sobie nie wyobraża takiego życia jak teraz, kiedy ja wracam do domu o 1/2/3 (niepotrzebne skreślić)
- zasypianie ze słuchawkami na uszach, najczęściej po wzięciu ziołowych tabletek uspokajających
- łzy cisnące się do oczu przed ich zamknięciem

Czasem też wracam do Zielonej. Bo studia. A tu? Tu Kaśka i dzieciaki, czyli druga matka (Kaśka ma takie samo podejście jak matka tylko jest jeszcze bardziej sarkastyczna, przez co za każdym razem wbija mi szpilę w najbardziej czuły punkt). No i do Kaśki dzieciaki, które nie pozwalają się wyspać, bo od 6.30 są na nogach.

 

Masakra... ;( Nie wyrabiam...

Joni Mitchel - River

It's coming on Christmas
They're cutting down trees
They're putting up reindeer
And singing songs of joy and peace
Oh I wish I had a river
I could skate away on
But it don't snow here
It stays pretty green
I'm going to make a lot of money
Then I'm going to quit this crazy scene
I wish I had a river
I could skate away on
I wish I had a river so long
I would teach my feet to fly
Oh I wish I had a river
I could skate away on
I made my baby cry

He tried hard to help me
You know, he put me at ease
And he loved me so naughty
Made me weak in the knees
Oh I wish I had a river
I could skate away on
I'm so hard to handle
I'm selfish and I'm sad
Now I've gone and lost the best baby
That I ever had
Oh I wish I had a river
I could skate away on
I wish I had a river so long
I would teach my feet to fly
Oh I wish I had a river
I could skate away on
I made my baby say goodbye

It's coming on Christmas
They're cutting down trees
They're putting up reindeer
And singing songs of joy and peace
I wish I had a river
I could skate away on

14:30, czas_zmian
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
następne
Archiwum
Lipiec 2009
Wrzesień 2009
Październik 2009
Listopad 2009
Grudzień 2009
Styczeń 2010
Luty 2010
Marzec 2010
Kwiecień 2010
Czerwiec 2010
Lipiec 2010
Wrzesień 2010
Grudzień 2010
Wrzesień 2011
Październik 2011
Grudzień 2011
Ostatnie wpisy
  • My, kobiety wychowane na ...
  • Zupełnie niestandardowo...
  • Niedzielnie.
  • "Erotyk dla następcy" Bohdan ...
  • Zabardzochciejstwo
  • Smród, brud i ubóstwo.
  • Znowu minęło trochę czasu, ...
  • Trochę czasu minęło...
  • Powakacyjnie.
  • Pociągowe wynurzenia w drodze ...
Zakładki:
Blogi odwiedzane i lubiane
Blackmaństwo Błażejowe
Joluś G.
Kiedyś Kajetka się uśmiechała...
Męskie spytki, czyli genialna rzecz!!!
Nieśmiertelny Kominek
On i ja, czyli małżeński dialog
Onanista - dobre dla przyszłych psychologów...
Rafalala :)
Seire
Wykształciuchowy blog Agaty vel Kathryn :)
Fotoblogi
Dawid Andruszkiewicz
Krzysztof Tomicz
Piotr Giziński
Po prostu... Negatyw. Nigdy nie wiem, jak gość się nazywa :]
Thomas Zobl
Popularne i lubiane - żeby było wam łatwiej się stąd przenieść w inne miejsce :)
Chomikuj
Gazeta Wyborcza
Gmail
Google
Miasto Muzyki
Nasza Klasa
Onet
RMF FM
YouTube
Serdecznie polecam
Filmówka - zawsze świeże wiadomości z kina i nie tylko
Jak zostać mistrzem lenistwa? Tutaj się dowiesz!!!
Pisz swój dziennik w Internecie
Pisz blog
Dodaj blog do ulubionych
Wersja mobilna
Blox.pl
poprzedni blog załóż bloga następny blog